wtorek, 15 lipca 2014

Informacja

Serdecznie zapraszam na drugą część opowiadania nosi ona nazwę - Love Will Remember

Wszystkie informacje znajdziecie na stronie nowego sezonu :)

Zapraszam - http://lovewillremember-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/

wtorek, 8 lipca 2014

Epilog

" Bo za każdym razem, gdy się dotykamy, doświadczam tego uczucia. I za każdym razem, gdy się całujemy przysięgam, że mógłbym latać. Czy nie potrafisz poczuć szybkiego bicia mego serca ? Chcę, by to trwało, chcę cię przy mnie. Bo za każdym razem, gdy się dotykamy czuję statyczność. I za każdym razem gdy się całujemy sięgam nieba.
Czy nie potrafisz poczuć tak szybkiego bicia mego serca ? Nie mogę pozwolić ci odejść .
Pragnę cię w moim życiu. "

Zayn's POV:

Tęsknie za nią, tak bardzo za nią tęsknie. Mijają dni, a ja nie potrafię przestać o niej myśleć. Chciałbym znów móc ją przytulić i poczuć jej zapach, usłyszeć choć jedno słowo by móc delektować się jej głosem i znów pieścić jej malinowe słodkie usta. Ale spieprzyłem, zepsułem coś co było dla mnie najważniejsze, zniszczyłem jedną wielką cząstkę siebie dzięki, której mogę funkcjonować.
Nie mam już nikogo, zostałem sam....

Siedzę w tym cholernym aucie pod domem Elizabeth. Łudzę się, że wyjrzy przez okno i będę mógł przez chwilę ją zobaczyć, ale właśnie łudzę się bo to się nie stanie. Opieram głowę o zagłówek siedzenia i zamykam oczy. Wyobrażam sobie właśnie ją. Jak zaciska swoje oczy nie mogąc przestać się śmiać, siedzi na obrotowym krześle przewracając kartki "Wichrowych Wzgórz" i kiedy zaczepiam ją uderza mnie egzemplarzem w ramię. Uśmiecham się sam do siebie, ale za chwilę nie mogę przestać łkać. Łapie się za głowę i targam za swoje czarne włosy zaciskając wargi w prostą linię. " Elizabeth kocham cię " krzyczę waląc pięścią w kierownicę. Już nie potrafię, nie wytrzymam bez niej, nie dam rady...
Wysiadam z samochodu i kieruje się pod jej drzwi, dzwonienie dzwonkiem wydaje mi się zbędne, więc wchodzę bez niczego. Mieszkanie jest opustoszałe dlatego kieruję się na górę. Dębowe drzwi od jej pokoju są lekko uchylone. Podchodzę bliżej nich, serce wali mi w klatce jakby próbowało się z niej wydostać, a usta drżą. Dziewczyna leży na czarnej pościeli, która pokrywa białe łóżko. Ma na sobie moją czarną bluzę, jej oczy są zamknięte, a rzęsy tworzą wachlarz układający się u góry jej wklęsłych policzków. Nie oddycha.......
Podbiegam do niej szybko szarpiąc, za jej wąskie ramiona. Na nic. Moje ręce trzęsą się, kiedy sięgam po telefon, aby zadzwonić po pogotowie. To nierealne, ona nie może umrzeć, nie ona, nie moja kochana Eli, proszę.....


Miłość jest jak nadbagaż. Sam decydujesz czy weźmiesz go ze sobą. Dla niektórych jest on za ciężki. Bez zastanowienia zrzucają go na ziemię, wybiegając i próbując zapomnieć. Jednak po krótkim dystansie w, którym łzy zdążyły zasłonić racjonalny widok na życie, stajesz. Obracasz się powoli zatrzymując szloch. Możesz wybrać. Wrócić i zmierzyć się z własną przeszłością, która jest Ci niezbędna niczym tlen, bądź pójść dalej zabrać przypadkowy, bardziej lekki bagaż i odejść. Niektórzy nie wytrzymują presji czasu. Wybierają drogę łatwiejszą, która rani i tak już złamane serce. Zastanawiasz się czy robisz dobrze. Prawda jednak boli bardziej niż nadchodząca z znienacka rzeczywistość.

 Zabrali ją do szpitala, do miejsca, którego nie cierpię i na samą myśl o nim wzdrygam się. Wiem, że ona także nie lubi szpitali, przecież spędzała w nich całe swoje najlepsze lata męcząca się z chorobą, która ją wykończyła właśnie teraz. Ale ja nie pozwolę, żeby moja mała krucha dziewczynka przegrała, zrobię wszystko bym mógł znów zobaczyć ją szczęśliwą nawet jeżeli to nie ja wywołam u niej to szczęście.
Biała sala, ona błogo leżąca na ohydnym łóżku i mnóstwo urządzeń, które w jakiś sposób mają jej pomóc. Nie cierpię się, za to, że nie byłam wstanie jej pomóc wcześniej, a tylko swoją głupotą pomogłem ją zniszczyć. Chcę znów sięgnąć po żyletkę i przeżywać ból razem z nią, chcę cierpieć bardziej niż ona i zniszczyć się za wszystkie krzywdy przez, które ciężko się jej oddychało, ale nie mogę. Muszę pozostać silnym dla niej, ponieważ ją kocham. Trzymam jej bezsilną bladą dłoń, która bez mojej pomocy opada. Gładzą ją, a łzy spływają po moich policzkach. Praktycznie nie oddycha, pielęgniarka, która jest za nią odpowiedzialna zaraz wyrzuci mnie ze szpitala, ponieważ nie mogę być przy Eli, ale pieprze ją, już nikt nie może mnie zatrzymać przed najważniejszą częścią mnie.
- Ona nie przeżyje. Jej organizm nie przyjmuje żadnych leków
- Pozostała śpiączką, proszę przygotować pacjentkę i wezwać doktora Malika - słyszę rozmowę lekarzy i kładę głowę na zapadłym brzuchu Elizabeth. Łzy nie dają upust, wciąż spływają po mojej twarzy. Zaciskam dłoń na kołdrze i daje emocjom wygrać, już nie mam sił....
- Zayn powinieneś wyjść - oznajmia mój ojciec kładąc mi rękę na ramieniu
- Dlaczego nic nie zrobiłeś - spoglądam w jego oczy. Patrzy na mnie z troską poprawiając swoje włosy, które opadły mu na czoło
- Staram się jej pomóc - wyjaśnia w końcu
- Nie, nie starasz się jej pomóc. Gdybyś się starał znowu mógłbym zobaczyć jej uśmiech - krzyczę wstając
- Zayn, spokojnie. Twoja złość niczego tu nie zdziała, zrozum ta choroba taka jest, wiesz o tym doskonale
- Tato proszę - błagam dławiąc się łzami. Przyciąga mnie do siebie i mocno przytula, choć go naprawdę nie cierpiałem, teraz mi jest wszystko jedno, potrzebuje kogoś kto choć w połowie doda mi otuchy
- Jest silna prawda ? - pyta, skinam lekko głową
- Poradzi sobie, zobaczysz, pomogę jej ile będę mógł - dodaje
- Tylko się nie tnij, proszę cię o to Zayn
- Skąd o tym wiedziałeś ? - lekko unoszę głos
- Widziałem rany i blizny na twoich nadgarstkach, ale nie umiałem ci pomóc
- Ty nikomu nie potrafisz pomóc - mówię odwracając wzrok
- Obiecuję ci, że zrobię tyle ile będę....
- Yaser co się stało z Eli ? - matka Elizabeth wbiega do sali cała oblana łzami, przerywając rozmowę 
- Jej organizm, a przede wszystkim serce nie wytrzymało
- To przez ciebie. To wszystko przez ciebie, gdybyś zostawił ją w spokoju, ale nie, musiałeś ją zniszczyć ty...
- Charlotte to nie jego wina. Twoja córka chorowała jeszcze przed tym jak się poznała z Zaynem, nie obwiniaj go - ojciec staje w mojej obronie
- Powinnam go obwiniać, ponieważ gdyby nie on Eli mogłabym być zdrowa, chyba mnie rozumiesz, prawda, postawa się na moje miejsce Yaser, wyobraź sobie, że to Zayn tutaj leży - syczy, ale za chwilę zaczyna mocno płakać
- Kocham ją, naprawdę nie chciałem - wtrącam spuszczając głowę
- Jeżeli naprawdę ja kochasz to odjedź i nie rań jej już, proszę - mówi spokojnie
- Naprawdę nie chciałem - powtarzam i wychodzę z sali.......


Eli.....
Nie lubię robić takich rzeczy i ty doskonale o tym wiesz, ale także inaczej nie potrafię wyrazić swoich uczuć, którymi do ciebie pałam. 
Kiedy cię poznałem coś w środku we mnie pękło i dopiero teraz potrafię się do tego przyznać. Nie lubiłem cię, ale jednocześnie pragnąłem, byłaś czymś mi potrzebnym, inaczej kimś kogo chciałem mieć. Wszystkie złe słowa kierowane w twoją stronę miały być ucieczką i kłamstwem przed prawdziwym słowem, które plątało mi się na języku. Zakład ? Wiem, że mnie za niego nie cierpisz i nigdy nie wybaczysz, ale ja mam podobnie. Także nie cierpię się za to i nigdy sobie tego nie wybaczę, a Tyga już dostał za.....nie powinienem ci o tym wspominać, ponieważ wiem jak bardzo nie lubisz, kiedy się biję. 
Pamiętasz jak uratowałem cię przed policją i pierwszy raz pocałowałem ? To właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że cię kocham. Nikogo wcześniej nie kochałem byłaś pierwsza i ostatnia, nie chcę już nikogo tylko ciebie. 
Kocham w tobie każdy detal. Wszystko. Znam cię jak nikt inny. Tylko ja. 
Zdobywanie ciebie było dla mnie wyzwaniem, które uwielbiałem. Tylko ty sprawiałaś, że chciałem się uśmiechać, wiesz tak prawdziwie. Kiedyś miałem koszmary i nadal je miewam jeżeli nie śpisz obok mnie. Nie tnę się dla ciebie. Żyję dla ciebie Elizabeth.........ale zepsułem wszystko i doskonale o tym wiem, wiem, że to przeze mnie teraz tam leżysz i jeżeli umrzesz, ja zrobię to samo.....umrę ponieważ chce być z tobą aniołku. Nie wytrwałbym z wyrzutami sumienia, szczególnie jeżeli chodzi o ciebie. 
Wszystko co dzieje się w moim życiu jest realne, ale kiedy ty się w nim pojawiła uwierzyłem, że ona chyba nie istnieje, ponieważ dlaczego taka osoba jak ty miałaby mnie pokochać ? Bądźmy szczerzy, wiem, że każda dziewczyna mnie chce, ale jak sama mówiłaś ty nie jesteś każda. 
Nie chcę byś cierpiała dlatego wyjadę, ale kochanie wiedz, że codziennie będę o tobie myślał i już nikt inny mi cię nie zastąpi. Proszę ułóż sobie życie, ale pamiętaj o mnie, o tych chwilach, takich naszych, doskonale wiesz o jakie mi chodzi. Proszę Eli. Skarbie. 
Spalę ten list, ponieważ jak sama mówiłaś :
"Jeśli ktoś znika z twojego życia ... I wiesz, że już go nigdy nie zobaczysz, możesz napisać wszystkie rzeczy których nie mogłeś powiedzieć, ale chciałeś. Weź kartkę, długopis i napisz list. To może być długie, a może zawierać jedno słowo. Napisz to do człowieka który odszedł, ale nie wysyłaj tego. Kiedy napiszesz, spal to. Zostaniesz uwolniony od wszystkich uczuć i emocji."

Rok później *

Wróciłam. Lekarzom udało się mnie uratować. Następnie dostałam skierowanie do ośrodka zamkniętego, gdzie leczą ludzi chorych na anoreksje, bulimię. Było ciężko, ale wytrwałam i teraz jestem w pełni zdrowo.
Mam chłopaka, Justina. Nie mogłam poradzić sobie po rozstaniu z Zaynem. Ale nie było go, kiedy się wybudziłam, nie było go w ogóle, więc przemyślałam wszystko. Jeżeli byłby przy mnie, prawdziwie by kochał, prawda ? Tęsknie.....nie Elizabeth co ty mówisz nie tęsknisz....
Dostałam się na studia do Waszyngtonu, na dział literatury i języków obcych, tam gdzie chciałam. Yup cieszę się.....może spotkam tam przyjaciół ? Tęsknie za nimi....bardzo.....
Wyjeżdżam.....rozpocząć nowe życie.....wolne od wszystkiego, a przede wszystkim od anoreksji.....

- Będziesz tęsknić ? - zapytałam Justina, stojąc przed lotniskiem przed wylotem do collegu
- Za tobą zawsze, Eli kochasz mnie ? - zapytał obejmując moją talię
- Tak, pewnie. Dlaczego, pytasz ?
- Ponieważ wyjeżdżasz i może już nas nie być
- Kocham cię bardzo. Nie zostawię cię - oznajmiłam spoglądając w jego brązowe oczy
- Obiecasz ?
- My nie obiecujemy, nie pamiętasz ? - zaśmiałam się
- Będę dzwonić - powiedziałam wchodząc do środku
- Pa - rzucił wsiadając do auta
- Myślałam, że mnie odprowadzisz ?
- Nie teraz, nie mogę spotkamy się  przecież jeszcze - zaśmiał się
- Nie wyglądasz jakbyś tęsknił - powiedziałam smutno
- Oh przestań, kocham cię. Pa Eli - krzyknął zamykając drzwi od swojego bmw i odjechał

Przecież nazywam się  Elizabeth Ariel Through, dam radę....muszę dać....ktoś mnie kiedyś tego nauczył....Zayn? Tak on, właśnie on....

 
Jeżeli podobał ci się rozdział zostaw po sobie najmniejszy komentarz nawet w postaci "<3" 
To dla mnie naprawdę wielka motywacja, a dla ciebie chwila 
 
Notak od autorki: To już koniec kochani......,ale spokojnie pierwszego sezonu. Drugi będzie na 100% i jeżeli mi pozwolicie to napiszę jeszcze więcej sezonów. Zrobię sobię, krótką przerwę około 2 tyg. i zacznę pisać 2 sezon na blogu o nazwie "Love will remember" Mam nadzieję, że podoba wam się nazwa, moim zdanie nawiązuje do tej części. 
Rozdział trochę pokręcony, ale mam nadzieje, że się podobał ? :) 
Proszę, aby wszysycy, którzy czytali tego bloga zostawili komentarz po sobie, nawet z anonima. Proszę bardzo, chcę wiedzieć ile was było :):* Kocham mocno i do zobaczenia....


piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział ~ 27 ~

 Pamiętaj, że rozpada się tylko to, co było zbudowane na iluzji albo kłamstwie. Rozpada się tylko po to, żeby zmusić do szukania prawdy.


Louis puścił mnie i wyszedł na zewnątrz, wybiegłam za nim. Widok okładającego pięściami Tyge Zayn'a nie należał do przyjemnych. Teraz jego oczy nie były, błyszczące, czekoladowe, one były czarne, a w dodatku matowe. Mocno zaciskał szczękę wymierzając kolejny cios, a kiedy nie mógł go dokonać, ponieważ został z trudem odciągnięty przez Lou od chłopaka, spojrzał na mnie nieco łagodniejąc.
Czułam ciężką gulę przechodzącą od serca i wędrującą aż do żołądka. W oczach zebrały mi się łzy, a ciało drgało, jednak nie wiem czy przez chłód, który towarzyszył dzisiejszej nocy czy przez gorycz, która zaczynała przepływać przez moje żyły, mieszając się z krwią przez co obezwładniała całą mnie.
- Ona i tak się dowie, Zayn - zakpił Tyga wypluwając na trawę krew
- O czym mam się dowiedzieć ? - zapytałam
- O tym, że uwierzyłaś w miłość, Zayn'a do ciebie, która była jednym wielkim kłamstwem. Tak naprawdę chodziło o zakład, Zayn założył się z Tyga, że do wakacji cie przeleci. Szczerze nie dawaliśmy mu szans, ale jednak poleciałaś na czułe słówka i inne duperele. Oh, nawet trochę szkoda mi cie.....
- Cleo, zamknij się kurwa ! - krzyknął Zayn wyrywając się z objęć Louisa
- Przecież mnie nie uderzysz, nie zrobiłbyś tego ! Znam cię - oznajmiła pewnie, opierając się o framugę drzwi
- Zayn możesz mi to jakoś wytłumaczyć ? - pytam wzbierając w sobie wszystkie siły jakie mi pozostały i wykorzystuje je na wypowiedzenie, beznadziejnych, ale ważnych dla mnie słów
- Eli.....ja......przepraszam - zaczął się jąkać 
Cały świat wiruję. Czuję jak moje ciało tylko i wyłącznie unosi się, aby zaczerpnąć powietrza, którego dla mnie nie ma. Słyszę cichy, stłumiony śmiech Cleo, szarpnięcia,  ale nie widzę nic przez łzy, które falują między mają tęczówką, a powieką. Stoję, ale za chwilę porywam swoje nogi do szybkiego biegu, jednak gdy jestem już po za bramami domu mojego ojca potykam się o własne nogi i daje dobiec sylwetce Zayn'a do siebie....
- Proszę, cię posłuchaj mnie - pogładził moje plecy, odskoczyłam na jego dotyk
- Nie ! Nie chce cię słuchać !
- To było przed tym jak się w tobie zakochałem - wyjaśnił, spojrzałam na niego. Choć ból przemawiał w jego oczach, a ręce trzęsły się przy każdej próbie dotknięcia mnie, nie uspokajało mnie to, nie dawało poczucie litości i najważniejsze nie targało mną, ponieważ teraz to ja byłam zraniona, teraz ja się liczyłam nie on, bo on się już nie liczy choć kocham go i prawdopodobnie nigdy nie przestanę.
- Ale było ! Nie ma no to wyjaśnienia. Coś cię do tego skłoniło, prawda ? Nie cierpiałeś mnie od początku i po prostu nie przestałeś, więc prawdopodobnie powinnam siebie winić bo dałam się tak łatwo omotać ! - krzyknęłam
- To nie, prawda. Kocham cię - zaprzeczył
- Jak nie prawda Zayn ? Proszę cię nie graj już ze mną w nic. Wystarczającą dostałeś satysfakcje, ja cierpię więc prawdopodobnie powinno cię to zadowolić. Proszę cię idź do Cleo, naciesz się nią, po prostu po świętuj swój sukces i zostaw mnie już - opadłam z sił
 Wszyscy od początku mnie ostrzegali. To nie odpowiedni chłopak dla ciebie. Martwię się, ponieważ wiem jak było ze mną. Nie chcę cię skrzywdzić. Tylko ja wierzyłam w coś, co musiałoby być cudem, historią jak z bajki. Dlaczego to zawsze muszę być ja ? Naprawdę, czuję się jak moja skala samooceny spadła do minus zera.
- Będę walczył wiesz o tym ? - zapytał odpuszczając
- Zawalcz o mnie, jednak ja dalej pozostanę nie ruszona. Zniszczyłeś mnie wiesz o tym bardzo dobrze i wiesz też, że nie będzie już o kogo walczyć - powiedziałam spokojnie
- Elizabeth obiecaj mi coś. Proszę cię, abym nie był powodem dla, którego przestaniesz jeść. Nie niszcz się przeze mnie, bo znienawidzę się jeszcze bardziej niż zrobiłem to przed chwilą - jego oczy przybrały kolor czerwony, kiedy starał się wykrztusić kolejne słowa
- Nie mogę ci tego obiecać. Obiecuję się osobom, które nawet w małym stopniu coś znaczą, a ty już jesteś dla mnie nikim, tak jak ja byłam dla ciebie - skłamałam
- Elizabeth byłaś jedynym powodem dla, którego się zmieniłem. Nie odpuszczę - krzyknął
- Odejdź proszę - powiedziałam słabo
Po chwilę wokół nas zebrali się wszyscy znajomi, mierząc Zayn'a wzrokiem. Niall otworzył ramiona i objął mnie nimi. Z bezsilności położyłam głowę i wtuliłam się w niego. Dopiero teraz czuje co tak naprawdę się stało. Czuję, że już nie chce żyć, a na pewno nie tak.

Chwilami czujemy jak nasze życie nabiera sensu. Kochamy wszystko co nas otacza, dostajemy poczucie wartości, ale to są tylko chwile. Rzadko spotykamy osoby, które cieszą się każdą minutą czy nawet sekundą życia, ponieważ tak naprawdę nie ma ideałów, a jeżeli nie ma ideałów nie ma też idealnego życia. Dlaczego ? Ponieważ ból to tak naprawdę nasza druga maska. Towarzyszy nam w upadkach jednak on nie podnosi, musimy się z nim sami zmagać. Jest czymś czego nie cierpimy i boimy się, ale gdyby spojrzeć z realnymi okularami na oczach, to czy on nie jest czymś dobry ? 

Wspomnienia 

Dzień pierwszy - Leżałam na łóżku tępo patrząc w ścianę, nikt nie mógł mnie ruszyć, ponieważ obdarzałam go lekceważącym, a zarazem wściekłym spojrzeniem. Mój telefon non stop wibrował, a pod oknem ciągle stał Zayn dopóki moja mama nie zareagowała wyrzucając go. Dokładnie nie wie co się między nami wydarzyło i nie naciska, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Nie mam ochoty, aby po raz kolejny przez to przechodzić, a zarazem nie strawię jeżeli usłyszę od niej "a nie mówiłam" chociaż nie było by to kłamstwem, ponieważ ostrzegała mnie przed nim, jak każdy. To się może wydawać obsesyjne z mojej strony, ponieważ on przecież nic takiego nie zrobił. Jednak kłamstwo i jego miłość, która okazała się nie prawdziwą bolą tak bardzo, że rana, którą zrobiły w moim sercu nie goi się za cholerę. 
Dzień drugi - Nie zmieniłam swojego wczorajszego położenia, wciąż leżę na czarnej pościeli i nawet ona przypomina mi Zayn. Rana boli jeszcze bardziej dlatego przeklinam ją za każdym razem i obracam się na drugi bok w celu szukania zapomnienia, a gdy ono nie przejawia jak najmniejszych chęci, aby mi choć trochę pomóc w całej sytuacji, pojedyncza łza spływa po mojej twarzy. Kropelki moczą mój wklęsły, blady policzek, a ja duszę się sama w sobie. Dlaczego zniszczył coś co ja uważałam za idealne ? 
Dzień trzeci - Trzeciego dnia wyłączyłam telefon, ponieważ uporczywe wibracje przychodzących wiadomości czy jego dzwonienie nie polepszało mojego stanu. Tego też dnia wzmogłam się, aby podjeść do okna i je otworzyć. Cały proces może wydawać się prosty, ale nie dla mnie. Moja ręka tylko lekko drga i nie potrafię użyć siły, ponieważ.........ponieważ jej nie mam, opadam z ciężkim westchnięciem na podłogę i właśnie wtedy łapie się na myśleniu o nim. Czy słucha denerwującej mnie muzyki ? Czy kłócił się dziś z ojcem ? I najważniejsze czy sięgnął po żyletkę ? Moje usta wykrzywiają się w lekki uśmiech i wzbieram się w sobie, aby sięgnąć po telefon i do niego zadzwonić, ale podświadomość mówi stanowcze "nie !" Kładę się znów na łóżku twarzą w poduszkę, moje oczy znów stają się czerwone i mokre, a żołądek burczy z głody lecz ignoruję go i staram zatopić w naszych wspólnych najlepszych chwilach, które prawdopodobnie były sztuczne. 
Dzień czwarty - Patrząc w pustą przestań moje oczy zachodzą mgłą, okłamuję się, że bledną z ciągłego patrzenia, ale to naprawdę mało prawdopodobne. Chusteczki zapełniają cały mój pokój, a kiedy sięgam po kolejną znajduję tylko pustą paczkę. Ostatkiem sił wstaję z łóżka i podchodzę do szafy w poszukiwaniu jakiekolwiek bluzy i znajdują....czarną z białym zamkiem. Wszystkie wspomnienia znów wracają, a kiedy zaciągam się jej zapachem moja psychika nie wytrzymuje. Zakładam ubranie i podpierając się o ściany idę na dół po opakowanie chusteczek. Moje oczy wędrują na obrazy wiszące na ścianie w korytarzu i kuchni, że też nigdy ich nie zauważyłam. Teraz pokazują mi cały swój ból w sztuce jaka się na nich znajduję i zastanawiam się czy jestem aż tak zrozpaczona czy to faktyczna prawda ? Biorę rzecz po którą się udałam i znów kieruję się do miejsca w którym spędziłam swoje najcięższe dni i dalej będę je spędzać.
Dzień piąty - Już nic nie robię. Mam na sobie nadal bluzę Zayn'a, która nie daje mi otuchy tylko pogrąża w jeszcze większej tęsknocie i żalu, ale nie potrafię się z nią rozstać, jest czymś co mnie w pewnym sensie z nim łączy. Teraz całe cierpienie zajęła tęsknota za nim i gdyby nie bezsilność już dawno wybiegłabym z domu i poszła prosto do niego, w jego ciepłe, miękkie ramiona. Coraz bardziej czuję jak ze sobą kończę, mama wpycha dosłownie we mnie jedzenie, ale ja albo je zwracam w ubikacje, albo chowam w serwetkę tak by nie zauważyła. Lekarz był nawet u mnie w domu, ale z racji, że to ojciec Zayn'a zamknęłam się w pokoju i nie chciałam nikogo widzieć. Tak więc odpuścili.
Piątego dnia także, włączyłam telefon i widząc 120 wiadomości i 60 nieodebranych połączeń odpuściłam na chwilę by później znów chwycić go w dłonie i rzucić nim o ścianę, pozbyłam się telefonu, pozbyłam się w pewnym sensie problemu, który także mnie gnębił. 
Dzień szósty - Ostatni dzień, który pamiętam. Wtedy byłam wstanie tylko lekko podnieść powieki, czułam pustkę, smutek i tęsknotę. Gdybym chciała płakać, nie miałabym nawet sił, nic, zero. Pamiętam, że patrzyłam na zegarek, który wybijał 12:00 i mocno wtuliłam się w materiał bluzy, który był jedną rzeczą przynoszącą mi szczęście, gdy moje ciało całkiem osłabło, a oczy zamknęły się i nie mogły otworzyć. Było cicho, spokojnie i błogo. Wreszcie było mi dobrze........

Zayn's POV:

Jej włosy układają się w niesforne kształty dlatego ciągle je poprawia, marszcząc nos i całkowicie wyłączając się z rozmowy, to śmieszne. Jej źrenice rozszerzają się, piszczy i przytyka sobie usta dłonią, gdy słyszy jakieś sprośne słówko, to słodkie. Sposób w jaki marszczy brwi zbliżając je tym samym do siebie, sprawia, że zastanawiam się czy nie kłóci się sama ze sobą w środku. Kiedy przechodzi koło mnie, czuje doskonale waniliowy zapach jej włosów i on nie może wydostać się z moich nozdrzy. Wzdryga się na mój dotyk, dzięki czemu wiem, że mam nad nią kontrolę. Uwielbiam sposób w jaki chodzi, jej stopy delikatnie muskają powierzchnię nie wydając najmniejszego odgłosu i doskonale wiem jak nie cierpi obcasów, chociaż nie przyznała mi się do tego. Kocham, gdy nosi moją koszulkę, która sięga jej minimalnie przed kolano, wygląda w niej tak niewinnie, a zarazem seksownie, a kiedy złości się, że pachnie mną wiem, że tak naprawdę kłamie. Widzę każdy detal, gdy mówi. Zawsze jej usta układają się w kształt litery "o", a brwi lekko unoszą. Jej miękka skóra przyprawia mnie o dreszcze, a koścista figura powoduje, że smutek wkrada mi się na......
Po prostu ją kocham i dostrzegam w niej to czego nikt inny nie potrafi. 

Nie chce od niej seksu, chce, żeby mnie pokochała....

To w ogóle nie powinno się wydarzyć, kurwa nie to ja nie powinienem w ogóle doprowadzić do tego zakładu. Na początku naszej znajomości naprawdę doprowadzała mnie do szału i to każdym ruchem, więc, kiedy Tyga zaproponował zakład zgodziłem się, był to dla mnie najlepszy powód do skompromitowania jej. Zabawa polegała na tym, że miałem w ciągu miesiąca ją przelecieć. Na początku bez emocji podchodziłem do zadania, ale już po kilku dniach, zbliżała mnie do siebie coraz bardziej. Odpychałem od siebie wiadomość zakochania, ale gdy pierwszy raz stałem z nią blisko ujęło mnie. Do teraz nie wiem czym, ale ujęła mnie. Może to jej oczy, a może składne usta....nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie, ale wciąż nad tym rozmyślam. Później zaczęło się. Całkowicie podlegałem jej kontroli, potrafiła zrobić ze mną wszystko, a ja nie umiałem sobie z tym poradzić. Uwielbiałem każdą chwilę z nią, wolałem to niż spotkanie z kumplami, wolałem siedzieć i się na nią patrzeć niż słuchać tego samego tematu non stop, nudne, a ona nie była nudna....
Wszystko było by dobrze, ale Tyga, skurwiel, idiota, pedał, dziwka.....zniszczyło to, w sumie to ja to zniszczyłem. Chcę ją znów, chce znów ją poczuć......lecz ona mnie nie chce.....muszę wyjechać......muszę uciec, by móc o nią zawalczyć....



Jeżeli podobał ci się rozdział zostaw po sobie najmniejszy komentarz nawet w postaci "<3" 
To dla mnie naprawdę wielka motywacja, a dla ciebie chwila 

Informacja od autorki: To przed ostatni rozdział przed końcem I sezonu....mam nadzieję, że wam się podoba ? :*


sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział ~ 26 ~

 "Naprawdę wierzysz w miłość, chłopakowi, który nigdy jej nie doświadczył i traktuje dziewczyny jak zabawki ?"


- Ally dlaczego po prostu nie powiesz jej co o niej myślisz ? - zapytał Liam trzymając w dłoniach dwa drinka przygotowane przez dziewczynę
- Jeżeli nie pasuje ci ten "wolny układ " nie powinnaś udawać, że wszystko okej - dodał idąc do ogrodu, podążałyśmy za nim
- A nie pasuje ? - zapytała
- Al gdyby ci pasował nie zbeształabyś w taki sposób tej laski - wtrąciłam
- Oh, co za słownictwo - zachichotał Liam
- Czy ty masz do mnie dzisiaj jakieś ale ? - zapytałam, a usta ułożyły mi się w promiennym uśmiechu, chłopak pokręcił przecząco głową próbując powstrzymać chichot
- Znacie chyba zasady, prawda ? Jeżeli, którekolwiek z nas się zakocha ma odpuścić, a chyba lepiej udawać, że jest okej niż całkiem coś zniszczyć  - odparła
- Zasady są po to, aby je łamać
- Liam proszę, mógłbyś mi odpuścić dzisiaj. Zrobię to co będę chciała - westchnęła biorąc od niego drinki i postawiła je na drewnianym, dębowym stoliku umieszczonym w przestronnym ogrodzie z basenem
- Jak uważasz - powiedział przytulając ją i tym samym wywołując u mnie objaw mruknięcia "aww" na ten słodki gest
- Eli nie zaczepił cię Tyga, prawda ? - podbiegł do mnie zdyszany Zayn łapiąc za obydwie moje dłonie
- Nie ! Coś się stało ? - zapytałam spoglądając w jego oczy
- Nie ważne, po prostu trzymaj się dzisiaj mnie, okej ?
- Nie jestem chyba od ciebie zależna, tak ?
- On jest niebezpieczny rozumiesz ? - uniósł się
- Mógłbyś mnie nie okłamywać ? - zapytałam puszczając jego dłonie
- Nie okłamujecie cię ! Miałaś chyba z nim styczność, chcesz, żeby to się powtórzyło ?
- Wiem jaki jest, ale wiem też, że nie chodzi ci tylko o to, że jest niebezpieczny - westchnęłam robiąc krok w tył
- Po prostu mnie posłuchaj - wypuścił powietrze uspakajając się
- Nie ?
- Eli
- Co ? - rzuciłam
- Proszę - mruknął podchodząc do mnie
- I co będziemy chodzi za rączkę, jak jebana parka ?
- Kiedyś ci się podobało - zaśmiał się obejmując rękoma moją talię
- Ugh, nie cierpię cię - położyłam głowę na jego klatce wzdychając
- Ze wzajemnością wiesz ? - powiedział sarkastycznie i usiadł na leżaku stojącym przy basenie przyciągając mnie na swoje kolana
- Jak ja was lubię jako parę - ucieszyła się Hannah siadając obok nas
- Hannah proszę cię - westchnął Zayn
- Już chyba wolałem jak interesowałaś się gejami - dodał, spojrzałam na nią z uniesionymi brwiami, a ona przewróciła oczami i zdjęła snapback z głowy uderzając nim Zayna
- Szczerze wolałam jak interesowałeś się porno - zmierzyła go wzrokiem
- Nigdy nie interesowałem się porno - zaprzeczył krzywiąc się
- O mój Boże Zayn - zachichotałam
- Przecież wiesz, że to nie prawda Eli ? - odwrócił mnie do siebie tak, że siedziałam na nim okrakiem
- Po prostu się przyznaj, skarbie - rzuciłam mu spojrzenie, na co uszczypnął moje udo
- Kurwa, dziewczyny - mruknął zamykając oczy. Położyłam się na nim unosząc się z każdym jego oddechem, było przyjemnie. Chłopak położył ręce na moje pośladki, ah nie wzdrygnęłam się, robię się w tym coraz lepsza.
- Zayn ? - mruknęłam po chwili
- Hmm
- Podrap mnie - oznajmiłam nie spoglądając na niego
- Co ? - wykrztusił
- Podrap mnie, proszę - jęknęłam
- Eli, nie jesteś kotem - zachichotał, podniosłam głowę strzelając mu spojrzenie
- Okej, gdzie ?
- Pod prawą łopatką - powiedziałam. Zdjął rękę z mojego pośladka i przeniósł we wskazane przeze mnie miejsce zaczynając pocierać o nie palcami
- Wiesz, byłoby lepiej gdybyś wsadził rękę pod moją koszulkę - stwierdziłam
- A w nocy też mogę ? - szepnął dusząc się ze śmiechu
- Idiota - prychnęłam odwracając głowę od jego twarzy. Zrobił to o co prosiłam wcześniej, wsadził dłoń pod moją koszulkę i zaczął drapać moją skórę po czym pochylił się do mnie i pocałował mój obojczyk, ssąc go lekko, oderwałam się od niego mrużąc oczy przez ostre promienie słoneczne spływające proste na mnie.
- Nie chce śladu - jęknęłam na co zachichotał unosząc brwi, zdjęłam okulary z jego głowy i założył na swój nos wzdychając z ulgą
- Idę do toalety - oznajmiłam wstając z niego, zatrzymał mnie łapiąc za udo
- I nawet nie próbuj powiedzieć, że idziesz ze mną - ostrzegłam go zanim cokolwiek zdążył powiedzieć
- Okej, ale uważaj - uległ puszczając mnie 
Jak zwykle toaleta musiała być zajęta przez uprawiające seks pary. Oh, naprawdę czy ludzie nie maja innych miejsc na taką rzecz ? Przeciskałam się w drogę powrotną przez tłumy, jedna osoba wylała przede mną drinka, a inna upuściła swój telefon przez co roztrzaskał się na drobne kawałeczki, ale chyba nie przejmowała się tym za bardzo, ponieważ zresztą jak wszyscy była w stanie nietrzeźwości. Nagle zostałam popchana i prawie wpadłam na wiszące lustro, ale w ostatniej chwili ktoś złapał mnie mocno za rękę chroniąc przed nie przyjemnym skaleczeniem i upadkiem. Odwróciłam głowę w stronę osoby, której dłoń była solidnie zaciśnięta na moim nadgarstku. Przede mną stał Tyga ze chytrym uśmieszkiem. Przełknęłam głośno ślinę puszczając natychmiast jego wytatuowaną rękę. Zayn mnie zabije !
- Dzięki - wydukałam pocierając bolący od uścisku nadgarstek
- Powinnaś mi się odwdzięczyć, nie sądzisz ? - uniósł brwi nie zmieniając miny
- Jak ? - zapytałam cicho robiąc krok w tył
- Oh spokojnie. Napieprzyłem się dzisiaj tylu lasek, że mam dość - zaśmiał się ściągając snapback i potem znów zakładając go tył na przód na głowę
- Więc ? - dopytałam zaciskając rąbek kardiganu
- Porozmawiajmy na zewnątrz - wzruszył ramionami
- Chcesz rozmowy ? Naprawdę ? - zakpiłam pochylając się
- Odważna jesteś - przegryzł wargę
- Bo się stawiam ?
- Bo starasz się wykłócać......ze mną, a to nigdy nikomu nie wyszło na dobre uwierz - poinformował kładąc dłoń na mój policzek, momentalnie zepchnęłam ją
- Nie skrzywdziłbyś mnie - oznajmiłam
- Grasz na zwłokę ? Nie radze
- Dopóki....
- Wyjdziesz teraz ze mną, nie robiąc problemu, skarbie ? - przerwał mi, szepcząc do ucha i pociągnął w stronę wyjścia. Prosiłam Boga, aby ktokolwiek się pojawił, ale nie wysłuchał mnie. Tyga usiadł na murku przed wejściem do domu i wyciągnął papierosa zapalając go. Powietrze nawet jak na miesiąc letni było zimne. Wiatr podwiewał mój kardigan przez co dostałam lekkich dreszczy. Księżyc oraz małe lampki wbite w ziemie tworzyło oświetlenie dzięki, któremu mogłam zobaczyć chłopaka. Chciałam uciec lecz lęk tak jak zawsze mi towarzyszył. Czasami wolałam być zjedzona przez psy niż uciekać przed nimi. Sądzę, że to przez słabość, która towarzyszy mi od prawie trzech lat, czasami nie jestem w stanie podnieść łyżeczki napełnionej cukrem, a co dopiero wzmóc się, aby uciec po to, by zostać za chwilę schwytanym.
Usiadłam obok niego, ale w znacznej odległości spuszczając głowę, w tej chwili ciemna przez porę dnia trawa była ciekawsza niż zaczęcie rozmowy.
- Ja cię uprzedzam ty mnie nie słuchasz, a wierzysz Zaynowi, więc popełniasz błąd - zaczął
- Błędem jest siedzenie tutaj z tobą - odparłam
- Wolisz być zranioną w samotności czy przed wszystkimi ?
- Zranioną ?
- Oh, naprawdę wierzysz w miłość, chłopakowi, który nigdy jej nie doświadczył i traktuje dziewczyny jak zabawki ? - zakpił rzucając niedopałek papierosa na ziemię
- Nie powinnam z tobą rozmawiać, jesteś jednym wielkim chujem
- Szczerze ? Próbuje ci pomóc, a ty mnie wyzywasz. Nie podoba mi się ta gra - zaśmiał się
- Pomóc ? Gra ? Nie bawi mnie to
- Widzisz, a mnie bardzo
- Eli ! Toaleta chyba jest w środku - krzyknął Zayn. Momentalnie odwróciłam się w jego stronę. Był wściekły....cholernie wściekły
- Ja..- zaczęłam
- Idź do środku ! Już ! - krzyknął. Zeskoczyłam z murku i mijając go wbiegłam do domu. Oprałam się o ścianę obok drzwi, zamknęłam oczy i pragnęłam ukryć się, gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie i będę miała czas na przemyślenie.
Po drugiej stronie muru słyszałam ostry głos Zayn'a i hałas jakby łamanych kości. Przeraziło się choć wiedziałam, że mój chłopak na pewno nie ucierpiał. Po chwili obok mnie pojawił się Lou. Podniósł mój podbródek i bez żadnych próśb o wyjaśnienia przytulił mnie. W tamtym momencie naprawdę dziękowałam, że mam brata.
- Zayn ? - zapytał
- On się biję z Tyga - wydukałam
- Nie pierwszy raz
- Przeze mnie się biją
- Skarbie, Tyga już od dawna się prosił o złamany nos - zaśmiał się Lou przesuwając się ze mną do okna w drzwiach i wyjrzał przez nie
- Przerwać to ? - zapytał
- Proszę - drgnęłam tuląc się do jego miękkiej bordowej bluzy

Kocham ją ! Zrozum to wreszcie ! 




Jeżeli podobał ci się rozdział zostaw po sobie najmniejszy komentarz nawet w postaci "<3" 
To dla mnie naprawdę wielka motywacja, a dla ciebie chwila 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział ~ 25 ~

 W praktyce jest tak, że osoba zakochana, nie rumieni się na słowa drugiej, nie patrzy w nią jak w obrazek i chichocze nawet na te nie śmieszne dla innych żarty. Miłość to całkiem inne doświadczenie. To sytuacja, kiedy czujesz głośny łomot serca w klatce piersiowej, twój żołądek tańczy uspokajając się i potem znów powtarzając czynność, a zazdrość jest obecna praktycznie w każdej sytuacji zagrożenia. To pomoc, którą obdarzasz drugą osobę, czujesz w niej oparcie i bezpieczeństwo, to coś czego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłeś i wiesz, kiedy to następuje. Natomiast jeżeli jesteś osobą z opisanej pierwszej sytuacji to nie jesteś zakochany tylko głupio zauroczony, bez emocji i tego co najlepsze...


- Dlaczego chciałeś to zrobić ? - zapytałam jeżdżąc opuszkami palców po jego nadgarstkach
- Bo nie umie sobie inaczej poradzić z problemem - oznajmił
- Masz mnie, dlaczego nie potrafisz znaleźć we mnie oparcia ?
- Nie chcę, abyś wiedziała, że jestem słaby
- Nie sądzę, że jesteś słaby. Typowy punk chłopak nie może być słaby - zaśmiałam się rozluźniając atmosferę
- Nie rób tego więcej, dobrze ? - powiedziałam poważnie kucając przed nim
- Nie mogę ci tego obiecać
- Dlaczego ?
- Ponieważ tylko ty potrafisz temu zapobiec. Każdego dnia sięgałem po żyletkę i ciąłem się, odkąd jesteś ze mną już tego nie robię, przynajmniej nie robiłem, ale ty szybciej czy później opuścisz mnie
- Skąd wiesz, że cię opuszczę ? - zapytałam patrząc w jego przekrwione oczy. Czułam jak moje serce zaczyna robić się coraz mniejsze i niesie ze sobą niemiłosierny ból. Cierpiałam razem z nim, nikt nie będzie umiał zrozumieć lub wyobrazić sobie tego widoku. Stoisz przed chłopakiem, który wymierza przed sobą wyrok śmierci. Chce umrzeć, a ty nie wiesz dlaczego. To boli jeszcze bardziej, gdy ta osoba jest ci bliska, ba bardzo bliska. Jest drugą połową ciebie.
- Każdy mnie opuszcza...Eli zrozum.....
- Nie to ty wreszcie zrozum, że ja nie jestem każdy, nie zostawię cię choćbyś mnie miał siłą od siebie odciągać - oznajmiłam głośno
- Potrzebowałem cię
- Czasami szkaradne rzeczy są najbardziej potrzebne.......

Siedziałam malując paznokcie i oglądając kolejny odcinek "Przyjaciół", kiedyś ten serial był dla mnie denny, ale od pewnego czasu stałam się jego fanką, oczywiście Zayn mnie nim zaraził, a bardziej Niall, który nie potrafi usiedzieć sekundy cicho oglądając. Minął miesiąc od kłótni Zayn'a z ojcem oraz jego próby samobójczej. Z tego co wiem, nie mieszka jak na razie z panem Malikiem, każdą chwilę spędza ze mną, noce natomiast u Nialla, jeżeli  nie u mnie.
Dzisiaj wszyscy idziemy na imprezę do Louisa, mój kontakt z tatą nie jest aż tak ograniczony, ale jednak jest ponieważ cały czas mam do niego żal o przeszłość, ja nie potrafię prędko wybaczyć.

Kiedy lakier wysechł, poszłam wziąć kąpiel, następnie wysuszyłam włosy, nałożyłam makijaż i umyłam zęby, swoją różową szczoteczką. Gdy wracałam do pokoju, jak zwykle zresztą potknęłam się o stojący w rogu duży kwiatek, którego wręcz nie cierpię i przeklinam, tego kto go tam postawił czyli moją mamę. W samej bieliźnie usiadłam przy biurku i zaczęłam przeglądać twitter'a, natomiast mój telefon zabrzęczał informując o przychodzącej wiadomości. Sms przyszedł od Zayn'a miał on treść informacyjno-rozkazującą, a mianowicie, abym się ubrałam, ponieważ moje okno jest na tyle dużo, aby każdy przechodzień mógł zobaczyć mnie nago. Wyjrzałam przez nie, pokazując stojącemu przed moim domem Zayn'owi środkowy palec i stanęłam przed dużą białą szafą w celu znalezienia odpowiedniego stroju na dzisiejszy wieczór. Mój wybór padł na czarne spodnie, biały top na ramiączkach i czarny kardigan w białe gwiazdki. Przebrałam się szybko, założyłam białe trampki za kostkę i zbiegłam na zewnątrz gdzie czekał opierając się o swoje auto Zayn.


- Hej, czy w ogóle myślałaś, zanim siadłaś naga przed oknem ? - zapytał unosząc brwi 
- Nie byłam naga, miałam na sobie bieliznę tak ? 
- Oh, nie wcale nie byłaś naga, miałaś na sobie coś, co ledwo zakrywa twoje cycki i dupę - wyskoczył 
- Zayn, nie wyolbrzymiaj - przewróciłam oczami 
- Eli ? 
- Co ? 
- Po prostu nie mogę znieść faktu, że ktokolwiek mógłby cię dotknąć, tam gdzie lubisz - uśmiechnął się całując moją szyję i kładąc dłoń na moich pośladach po czym lekko ścisnął je 
- Zayn, proszę przestań ! Chce być chociaż trochę trzeźwa umysłowo zanim dotrzemy na imprezę - westchnęłam odpychając go, zrobił smutną minę, cmoknął mnie w usta i wsiadł do samochodu, powtórzyłam jego ruch z uśmiechem na twarzy.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, przed domem mojego ojca, stały tłumy ludzi w strojach kąpielowych trzymając w ręku czerwony kubek. W ogóle nie wiedziałam, że oni mają basen. Wysiedliśmy z samochodu, Zayn złapał moją dłoń, taki rytuał i poszliśmy w siebie wtuleni do środka.
- O Zayn ! Nie wiedziałem, że kiedykolwiek, cokolwiek z nią, a tu proszę...
- Zamknij się i co ty tu robisz ? - zapytał wkurzony chłopak
- W obecnej chwili stoję - oznajmił rozbawiony Tyga
- Ostrzegałem cię przed nim skarbie - zwrócił się do mnie
- Tyga, to ja cię ostrzegałem, spierdalaj stąd ! - krzyknął
- Mam coś co może zniszczyć ten kochany związek, więc jeżeli byłbyś bardziej uprzejmy - uśmiechnął się sztucznie
- Zachowujesz się jak jebana baba - Malik przewrócił oczami odepchnął go od nas i pociągnął mnie w stronę ogrodu gdzie stali nasi znajomi
- Kto go tu zaprosił - krzyknął do Louisa
- Zayn spokojnie ! Nie wiem, nie znam tu połowy ludzi, przecież wiesz, że to impreza elity, nikt nigdy nie zawracał sobie dupy gównianymi zaproszeniami - odpowiedział popijając red bull'a z metalowej puszki
- Niech stąd wypieprza - warknął
- Sądzę, że to nie będzie takie proste, znasz go
- On też mnie zna
- Po prostu nie zawracaj sobie nim głowy. Wcześniej czy później odpuści - dodał Harry przyciągając do swojego boku szczupłą blondynkę w różowy stroju kąpielowym

I kto to kurwa jest ? Gdzie jest Ally ?

- Gdzie Ally ? - zapytałam
- W kuchni - odpowiedział nieznany mi chłopak, który w tamtym czasie przechodził koło nas
- Um dzięki.... chłopaku ?
- Jestem Justin - uśmiechnął się ukazując szereg białych ząbków
- Fajnie, a ja Zayn - wtrącił mulat mierząc nowo poznanego chłopaka wzrokiem
- Kolejna przypadkowa osoba Louis ? - zapytał przez zaciśnięte zęby
- Nie, on idzie do collegu z nami - wyjaśnił z uśmiechem na twarzy
- Oh, przestań Zayn ! Pójdę poszukać Al - westchnęłam udając się do środka

Dziewczyna stała oparta o wysepkę w kuchni grając w łapki z Liamem ? Co tu się w ogóle dzieje ?
- Jesteś w tym naprawdę kiepski Liam - zachichotała uderzając go w brzuch
- Uh, hej - powiedziałam przerywając im zabawę
- O Eli już jesteś - krzyknęła
- Taa, Al nie wszyscy muszą zwracać na nas uwagę, prawda ? - zapytałam
- Jak zwykle skromna - za wiwatował Liam, przez co strzeliłam mu spojrzenie
- Co wy tu robicie, jeżeli wszyscy są na zewnątrz ? - zapytałam
- Można powiedzieć, że ukrywamy się ?
- Okej, tu się robi coraz dziwniej - stwierdziłam nalewając sobie wody
- Debil ! Nie ukrywamy się, po prostu przyszłam tu po napoje dla każdego, a skończyłam na grze w łapki z Liamem - wyjaśniła Ally
- To nie zmienia faktu, że nadal czuję się dziwnie w tych murach  - powiedziałam przykładając szklankę do ust
- Taki urok - zachichotał Li
- Wszyscy was szukają - trąciła mnie za ramię ta sama blondynka, ledwo utrzymując się na swoich wysokich butach z dwunasto-centymetrową szpilką
- Ciebie poszukuje twój samoopalacz - skomentowała cicho Ally przewracając oczami, a my z Liamem nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu....
Zazdrość to jedyny objaw prawdziwej miłości

Udało mi się dodać ! :) A więc kochani moi dziękuję za tyle komentarzy, jesteście boscy, ba bardzooooo boscy i kocham was <3 Jednak nadal potrzebuję komentarzy bo one mnie mega zmotywowały :* Rozdział mało profesjonalnie napisany jednak myślę, że wam się spodoba ;) :* 
Ps. Gorąco zapraszam was do zakładki "obsada" pojawiły się nowe postacie ") 
 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział ~ 24 ~

- Ja zawsze byłam - usłyszałam damski głos, odwróciłam głowę i zobaczyłam Cleo.

Dlaczego mnie to nie dziwi ? 

- Cleo o co ci znowu chodzi ? - zapytał
- O nic, tylko Harry kazał mi was zawołać, ale jeżeli wolicie się pieprzyć na ścianie budynku to już nie moja bajka - oznajmiła podnosząc ręce do góry
- Musiałaś znowu zaczynać ?
- Ale co zaczynać ? Naprawdę cię nie rozumiem
- Kurwa nie wiedziałam, że jest aż tak tępa - westchnął opierając się ręką o budynek
- Ale pieprzyć było mnie dobrze - powiedziała z wyrzutami
- Idź już ! - krzyknął
- Jesteś kurwą Zayn - rzuciła na odchodne pokazując mu środkowy palec
- Nie chciałem abyś poczuła się nieswojo - szepnął
- Nie poczułam, teraz tylko ja się liczę - uśmiechnęłam się
- Chyba pierwszy raz się z tobą zgodzę
- Weź mnie na barana - powiedziałam zmieniając temat
- Nie ma mowy
- No proszę - błagałam
- Będziemy wyglądać jak debile
- Dużo to nie zmieni całej sytuacji - wzruszyłam ramionami
Westchnął obracając się do mnie plecami i kucając dzięki czemu mogłam wejść mu na plecy. Uśmiechnęłam się z satysfakcją i wskoczyłam na niego kładąc dłonie na jego ramiona. Trzymał mnie za nogi i ruszył w stronę, z której wcześniej przyszliśmy.
- Czasami mam wrażenie, że zachowujesz się jak pięciolatka
- Dorosły się znalazł - żachnęłam się
- Wreszcie ! - krzyknęli wszyscy na nasz widok
- Następnym razem nie będziemy na was czekać - rzucił Drake przyciągając bliżej siebie Cleo

Dlaczego zabolały mnie jego słowa ?

- Pamiętaj, że ja jestem waszym kierowcą, więc się zamknij - zgromił go Zayn
- Okej, uspokójcie się. Myślę, że jest tu naprawdę dość nudno, więc może zmienimy miejsce ? - zapytała Ally opierając głowę na ramieniu Harry'ego
- Proponujesz coś ?
- Chodźmy może na plażę - odparła
- Dochodzi 18 zaraz się będzie ściemniać - jęknęła Hannah spoglądając w niebo
- No i o to chodzi. Będzie, no wiecie tak niebezpiecznie - zmrużyła oczy ruszając rękoma
- Nie wiem co ty w tym niebezpiecznego widzisz - westchnął Zayn za co go uderzyłam lekko w głowę
- Jesteś naprawdę wkurzający - rzuciła mu spojrzenie
- Może dlatego, że na moich plecach siedzi pięciolatka - zachichotał. Zeskoczyłam z niego i  poprawiłam swoje ogrodniczki.
- Więc co robimy, naprawdę cholernie mi się nudzi - przeciągnęłam się Ally ziewając
- Tobie zawsze się nudzi - skomentował Zayn, a dziewczyna obdarzyła go lekceważącym spojrzeniem
- Może po prostu rozejdźmy się do domów moim zdanie i tak zaraz zacznie padać, spójrzcie jakie jest zachmurzenie - oznajmiła Hannah
- No okej, to chyba jedyne rozwiązanie
- Więc my z Eli spadamy. Narka - pożegnał się Zayn ciągnąc mnie za rękę w stronę stoiska ze słodyczami. Posłałam im szybki uśmiech i rzuciłam krótkie " Pa " po czym stałam u boku Malika objęta jego dłonią wokół swojej taili.
- Czy my nie mieliśmy wracać ? - zapytałam
- Muszę coś jeszcze załatwić
- Mhm - kiwnęłam głową
- Poczekaj na mnie, okej ? - zabrzmiało to bardziej jak nakaz, a nie pytanie.
- Nom - usiadłam na ławce opierając się łokciem o kolano.
Co chwilę przechadzało się koło mnie wielu ludzi. Każdy był podobny, ale jednak inny. Najwięcej jak to bywa w wesołych miasteczkach było dzieci, najmniejsza osóbka, targała ręką rodzica ciągnąc za sobą do kolejnych kas. Uroczo to wyglądało. Chciałabym być znów beztroską dziewczynką z kucykami i pluszowym misiem.
- Słodki lizak dla słodkiej dziewczyny - Zayn uniósł mój podbródek trzymając w dłoniach lizaka w kształcie serca z napisem "Princess"
- Ohhh uroczo - westchnęłam całując go w policzek, ale odwrócił się przez co buziak wylądował na jego ustach
- Jesteś zbyt skromna - wydął wargę wyglądając jak ja gdy się złoszczę
- Czy ty mnie naśladujesz ?
- Czy ja wyglądam jak pięciolatka ? - założył ręce na piersi znów mnie naśladując
- Ha-Ha-Ha - powiedziałam głośno, uderzając go w rękę
- Jesteś słodka wiesz - zmrużył oczy kując mój policzek
- Podmienili cię przy tym stoisku ? - zapytałam unosząc brwi
- Staram się być cool uroczym - powiedział dumnie
- Ugh chodź już - pociągnęłam go w stronę parkingu, kiedy pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na moją głowę. Zaczęliśmy biec gdy były coraz cięższe i nie ustawały, a wręcz przybierały w ilości.
Gdy dobiegliśmy do auta, chciałam do niego wsiąść, lecz drzwi były zamknięte, a Zayn nie wyrażał najmniejszej chęci do otwierania ich. Stanęłam w dezorientacji opierając się plecami, o okno samochodu, było zimne i mokre, więc moje ciało oblał dreszcz.
- Spełnię jedno z twoich marzeń - szepnął kładąc dłoń na mój mokry policzek po czym przybliżył swoje ciepłe usta do moich i zaczął ocieplać nimi moje wargi. Krople spadały na nasze ciała, a ich stukot o ulicę grał ciche relaksujące dźwięki. To było przyjemne. Bagh bardzo przyjemne.
Całowaliśmy się leniwie, dopóki nie zdrętwiałam i strasznie zmarzłam.
- Skąd wiesz, że to moje marzenie ? - zapytałam
- Pisało w twoim telefonie - zaśmiał się i wsiadł do auta, powtórzyłam jego ruch ze skwaszoną miną, ale również podnieceniem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotarliśmy pod dom Zayn'a, odpięłam pas gotowa do wyjścia z samochodu, ale chłopak złapał moją dłoń. Odwróciłam głowę w jego stronę w dezorientacji, uśmiechnął się tajemniczo, gładząc opuszkami palców wierzch mojej ręki.
- Nawet nie wiesz jak cię potrzebuje i kocham bardziej niż kochałem wcześniej - zacytował słowa piosenki Miley Cyrus "Stay"
- Chciałabym powiedzieć coś śmiesznego, ale nie umiem. Ty jesteś cholernie poważny ? - zapytałam unosząc brwi
- Grasz przy mnie kogoś innego - oznajmił
- Do czego zmierzasz ?
- Po prostu, przy mnie stajesz się otwarta i kurewsko łobuzerska - zachichotał
- Więc zboczona ? Mhm rozumiem - wybuchnęłam śmiechem
- Niegrzeczna - przegryzł wargę poruszając brwiami
- Oh przestań, ten temat zaczyna mnie onieśmielać coraz bardziej - schowałam twarz w dłoniach czując coraz większe zażenowanie
- Dlaczego ?
- Ponieważ widok mnie z jakaś zabawką z sex shopu jest naprawdę odrażający - pisnęłam
- Hej, spałem z wieloma dziewczynami, ale jeszcze żadna nie miała zabawki z sex shopu - zachichotał szturchając mój bok
- Przestań ! - zaśmiałam się zatykając uszy
- Oh, może wejdźmy do domu, bo już stajesz się czerwona jak dojrzały pomidorek - kpił ze mnie
- Bardzo śmieszne - zmierzyłam go wzrokiem po czym opuściłam samochód 

Weszliśmy do środka, już od progu unosił się zapach, jedzenie. Ojciec Zayn'a siedział na kanapie z laptopem na kolanach, natomiast Kate krzątała się w kuchni nucą jedną z piosenek Ed'a Sheeran'a.
Nie wiedziałam jaki ruch wykonać, spięcie jakie panuje w tym domu jest idealnie wyczuwalne. Postanowiłam więc, że będę robiła to co Zayn, jakkolwiek głupawo to zabrzmi.
- Oh Zayn, już jesteś ! Musimy porozmawiać - oznajmił pan Malik wstając z kanapy, w tym samym czasie jego żona wyłoniła się z kuchni
- Nie, nie musimy - odpowiedział chłopak lekceważąco, ściskając mocniej moją dłoń
- Zayn, nie rób problemów, proszę
- Ja robię problemy ? Ty zrobiłeś z mojego życia jeden wielki problem - krzyknął
- Synu proszę cię uspokój się
- Odpierdol się ode mnie już na zawsze - wybuchnął i pobiegł na górę. Uniosłam lekko kącików swoich ust i posłałam im krótkie "przepraszam " po czym pobiegłam za nim.
Drzwi od jego pokoju były lekko uchylone, Zayn siedział na łóżku w dłoniach obracając małą rzecz, dokładnie nie zobaczyłam co to. Po jego policzkach ciekły wąskie łzy, spadając na jego dłonie. Weszłam do środka, centrum pomieszczenia oświetlał księżyc, a deszcz stukał o dach. Podeszłam bliżej do chłopaka, to czego wcześniej nie widziałam dokładnie było żyletką. Dostałam prawdziwego szoku.

Czy on się tnie ? Proszę, aby to nie była prawda

- Zayn, nie rób tego proszę ! - krzyknęłam
- Eli zostaw mnie ! - odkrzyknął drżącym głosem
- Nie, teraz cię na pewno nie zostawię - przytuliłam go wytrącając z ręki obiekt, którym miał zamiar zrobić na swoim ciele głębokie rany.

I kiedy nam się wydaje, że osoba, która jest postrzegana jako człowiek bez uczuć, tak naprawdę jest wrażliwa i pragnąca ciepła od drugiego człowieka. Zagubiona w świecie, z którym nie potrafi sobie poradzić ucieka od niego po przez ranienie siebie, ponieważ myśli, że najbardziej tu zawiniła....

Notka: Przepraszam was bardzo, ale z moją weną ostatnio do dupy i nie umiałam nic napisać, mam nadzieje, że mi przejdzie bo jak nie będę musiała zawiesić opowiadanie. Liczba komentarz była naprawdę bardzo uboga i nie wiem czy to przez to, że nie podoba wam się jak pisze czy może dlatego, że nie chce wam się komentować. 
Kochani jeszcze raz przepraszam i życzę wam miłych ostatnich dni szkoły  <3




wtorek, 27 maja 2014

Rozdział ~ 23 ~

Pod bramą, która prowadziła do wesołego miasteczka czekała już nasza grupka. Zdziwiłam się kiedy Zayn złapał mnie publicznie za rękę, było to po prostu dla mnie nowe.
- Oh, czy jesteście razem ? - zapytała Hannah przegryzając z podekscytowania dolną wargę
- Hannah nie podniecaj się czyimiś związkami - zgromił ją Zayn
- Pytałam tylko...
- Tak, jesteśmy razem - uśmiechnął się Zayn całując mój policzek
- Oh, to cudownie, już dawno kibicujemy waszej dwójce - odezwała się Emma
- Kibicujecie nam ? - zapytałam
- Eli z zachowania można dużo odczytać - zaśmiała się
Weszliśmy na teren wesołego miasteczka. W powietrzu unosił się zapach waty cukrowej, a chichot oraz gwar uzupełniał całe miejsce. Wszędzie były rozłożone rożne kolorowe namioty, a ludzie ocierali się o siebie ramionami przez istniejący tłok.
Szłam obok Zayn'a, którego dłoń trzymała mocną moją, co chwilę spoglądał na mnie posyłając szeroki uśmiech.
- Już nie muszę się ukrywać - szepnął
- Z czym ?
- Z byciem dla ciebie czułym
- Uwielbiam takiego Zayn'a
- Ale nie przyzwyczajaj się - szturchnął mój policzek
- Eli pójdziesz ze mną do budki z piercingiem ? - zapytała Ally wskazując na obiekt z półnagą dziewczyną, która praktycznie cała była pokryta kolczykami.
- Mhm...jasne - odpowiedziałam
- Eli tylko proszę ty nic sobie nie rób - zwrócił się do mnie Zayn gdy puszczałam jego dłoń
- Czemu ?
- Ponieważ taka jesteś idealna
- Czyli jeżeli zrobiłabym sobie kolczyka nie podobałabym ci się ? Właśnie widać jak nie zwracasz uwagi na wygląd - żachnęłam się zakładając ręce na piersi
- Nie, oh nie o to mi chodziło, po prostu...
- Tylko żartowałam, całkowicie mi podlegasz, ah - zachichotałam
- Ja nikomu nie podlegam, jestem sam dla siebie - oburzył się
- Tak, tak wiem - przewróciłam oczami całując go w usta i poszłam z Ally, Hannah i Emmą w kierunku budki.
- Nigdy nie przepuszczałam, że cokolwiek, a raczej ktokolwiek go zmieni - oznajmiła Hannah kiedy wchodziłyśmy do budki
- Dotychczas nic go nie interesowało, tak mi się przynajmniej wydaje - dokończyła zanim zdążyłam ułożyć jakieś słowo
- Czy między wami już od dawna coś jest ? - odwróciła się do mnie zakładając ręce na klatce piersiowej
- Taa, to znaczy nie wiem - odparłam spuszczając wzrok na swoje buty
- Czyli, że tak. Oh jak mogłaś nam o tym nie wspomnieć ?
- To działo się tak szybko, nie przepuszczałam, że....
- Że cokolwiek lub ktokolwiek go zmieni ? Taa ja też - nie dała mi dokończyć
- Kochasz go ? - zapytała Emma gdy Ally wchodziła za ciemnoniebieską zasłonę razem z kobietą, której ciało zdobiła masa kolczyków oraz tatuaży
 - Ja....nie wiem, wydaje mi się, że tak
- Pewnie, że go kochasz. Chodzi o to, że my, a przynajmniej ja, nie wierzę tak do końca w przemianę Zayn'a. Ty się w nim zakochasz i nie będziesz wstanie odpuścić, nawet jeżeli ta "miłość" zaniknie, znam to - westchnęła opadając na czerwoną kanapę stojącą obok kontuaru recepcjonistki.

Czy ona zaniknie ? Moja na pewno nie !  

- Znasz to ? - zapytałam zajmując miejsce obok niej i Hanny
-Taa, można powiedzieć, że byliśmy przyjaciółmi z przywilejami, dopóki.....oh nie powinnam ci tego mówić - nie dokończyła
Wszystkie wątpliwości zaczęły znów napływać do mojej głowy, a może nie powinny ? Może to ja powinnam zacząć traktować to jak tylko wakacyjną przygodę, jeżeli prawdopodobnie nic dla niego nie znaczę ? No, ale przecież wyznając mi miłość wyglądał naprawdę na zakłopotanego, jakby cała sytuacja mu nie leżała i czuł się zawstydzony, z resztą powiedział, że jestem jego pierwszą dziewczyną i naprawdę nie wie jak się w tym połapać. Uh, to dla mnie za dużo jak na jeden dzień, mój mózg nie potrafi tego racjonalnie strawić.
- Po prostu powiedz ! I tak nie wiem co mam myśleć......nie pogorszysz tego - uśmiechnęłam się starając się brzmieć normalnie i nie desperowanie jak się czułam
- Dopóki ja nie zaczęłam chcieć czegoś więcej, Zayn nie chciał związku i każdy wie, że on nie cierpi miłości, chyba wiesz dlaczego ? - zapytała, skinęłam głową pocierając dłońmi o nagie kolana
- Tu nie chodzi o to, że chcę wszystko między wami zniszczyć, nie ! Ja was shippuję, będziecie naprawdę słodcy, tylko nie chcę, aby cie skrzywdził
- On też tego nie chcę - odparłam cicho jednak nie na tyle, aby nie usłyszała, ponieważ spojrzała na mnie ze zdziwieniem
- Boi się tego
- Boi się ? Czego ? - zapytała
- Boi się, że go zostawię, tak przynajmniej wywnioskowałam
- Oh, to naprawdę nie w jego stylu. Hannah czy możliwe, aby się zmienił ? - zwróciła się do siedzącej dotychczas cicho Hanny
- Czemu mnie się pytasz ?
- Ugh, no przecież ty tu jesteś od morałów psychologicznych - przewróciła oczami
- Nie wiem, widzę tylko, że się zmienia, to naprawdę widać i nie rozumiem Emma jesteś tak przewrażliwiona, albo głupia, że nie widzisz jak bardzo pała do niej miłością - zachichotała
- Debi...
- Patrzcie mam kolczyka w karku - pisnęła rozpromieniona Ally wyłaniając się zza zasłony i tym samym przerywając Hannie
- Bolało ? - zapytałam wstając z kanapy i kierując się zresztą do wyjścia
- Taa, chociaż w sumie przyzwyczaiłam się - odpowiedziała bez zastanowienia
Świeże powietrze uderzyło w moją twarz ciężką taflą, w budce było dość duszno przez gorąc panującą na zewnątrz lub przez temat jaki wymieniałyśmy. Słońce zaczęło zachodzić i stworzyło przepiękny pomarańczowo, żółto, czerwony zachód słońca.
- Znalazłyście sobie tam kogoś i na zapleczu...
- Skończ ! - zaśmiała się Ally, kiedy Drake zaczął żartować
- To nie w stylu Eli, Drake - zaśmiał się Harry
- Um, no więc co jest w moim stylu ? - zapytałam stając na przeciwko niego z założonymi rękoma
- Ta niewinność - przymrużył oczy, a nasze twarze dzieliły centymetry, to wtedy zobaczyłam jak bardzo zielone są jego oczy
- Okej, przypominam, że Eli jest zajęta przeze mnie - powiedział Zayn odciągając mnie od Harry'ego i zaciągając za budkę, z której przed chwilą wyszłam
- A ja przypominam, że to moja siostra - krzyknął Lou
 Zayn przycisnął mnie do zimnej, brązowej płyty i położył prawą rękę obok mojej głowy podpierając się na budynku. Kciukiem wolnej dłoni przetarł moje usta i lekko się uśmiechnął zbliżając swoją twarz coraz bardziej, dopóki jej nie odepchnęłam
- Co ? - zapytał
- Ja..nie wiem co mam robić - odezwałam się cicho spuszczając wzrok na swoje białe conversy
- Hej, coś się stało ? - zapytał z przejęciem unosząc delikatnie mój podbródek. Spojrzałam w jego brązowe oczy, które błyszczały jak nigdy dotąd, pojawiła się w nich radość po raz pierwszy.
- Traktujesz mnie poważnie ?
- Jasne, czemu miałoby być inaczej ?
- Ponieważ ty nie chciałeś miłości wręcz jej nie cierpiałeś więc czemu teraz miałoby się to zmienić ? - zapytałam
- Tylko ty potrafisz mnie zmienić, tylko ciebie w jakiś sposób potrafię posłuchać. Nie dostałem nigdy od nikogo miłości więc w nią nie wierzę, ale ty dajesz mi to całe ciepło i każdy dzień mnie nie rani tak jak kiedyś, teraz jestem szczęśliwy, dzięki tobie. Pozwól mi być przy tobie, proszę.
- Każdy dzień cie ranił ? - zapytałam cicho kładąc dłonie na jego klatce
- To nie jest miejsce na taką rozmowę - odpowiedział nieco oschlej
- Pocałuj mnie - poprosiłam
Zbliżył się do moich ust i lekko szarpną za moją dolną wargę, po czym pełnymi ruchami zaczął je pieścić. Cały czas podpierał się na budynku, a lewą ręką złapał i ścisnął mój pośladek, przez co na chwilę przerwałem pocałunek, ponieważ cicho pisnęłam.
- Musisz być odporna na mój dotyk - szepnął
- Ja zawsze byłam - usłyszałam damski głos, odwróciłam głowę i zobaczyłam......

Świat stanął, ja stanęłam, moje życie stanęło. Teraz patrzę przed siebie i nie widzę nic poza teraźniejszością, nie mogą wrócić do przeszłości i spojrzeć w przyszłość, ja tak nie chcę !! 
Czy to przez ciebie, czy przeze mnie ? Ja zawiniłam, moje trudne życia czy ty z twoim nonszalanckim zachowaniem ? 
Odpowiedź znajdę, ale jeszcze nie teraz, ponieważ nie widzę nic poza teraźniejszością, tak na mnie działasz...

Notka: Jak podoba wam się nowy wygląd bloga ? Mam dać stary czy zostawić ten ? Podzielcie się swoją opinią :* 
Przepraszam o tak późne dodanie, ale mam straszny zawrót głowy, mam nadzieję, że nie jesteście na mnie bardzo złe :* <3 U